poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
hm
Camera obscura
Dekada Literacka 2009, nr 1-2 (233-234)

Dziwne rozważania snuje na łamach „Rzeczypospolitej” (z 14–15 II 2009) Maciej Zięba. Oto ilustrując tezę, że zawsze może istnieć jeszcze „gorszy”, pisze: A kto – to bardziej hipotetyczne – miał rządzić ZSRR po śmierci Lenina? Gdyby nie ofiarna postawa pragmatyka Stalina pierwsze państwo dyktatury proletariatu mogłoby wpaść w ręce fanatycznego ideologa Trockiego. Taki człowiek mógłby urządzić jeszcze większe czystki w latach 30., jeszcze bardziej rozbudować Gułag, z pewnością też wymordowałby wszystkich sowieckich oficerów, których – za pragmatycznego Stalina – część jednak ocalała i mogła zostać wykorzystana w czasie wielkiej wojny ojczyźnianej.
Zapewne też Trocki bardziej od Stalina dążyłby do wcielenia Polski do ZSRR. Dopiero wysłanie rozkazu z Moskwy do Meksyku siepaczowi z czekanem rozwiązało to zagrożenie w sposób definitywny.

Nic się tu nie trzyma kupy. Trocki był bez wątpienia fanatycznym ideologiem, aprobował rewolucyjny terror w latach 20. – ale był człowiekiem normalnym, a nie psychopatą, jak Stalin, który w swej chorobliwej podejrzliwości tępił najwierniejszych swoich zwolenników. Absurdalna jest hipoteza Zięby, że Trocki wymordowałby wszystkich sowieckich oficerów – on, który do Armii Czerwonej wciągnął wojskowych carskich, zlikwidowanych później właśnie przez Stalina. Nieprawdopodobna jest więc teza, że dzięki pragmatyzmowi Stalina część oficerów ocalała – to tak jakby Himmlerowi przypisywać zasługę, że cząstka Żydów europejskich uchroniła się od zagłady. Wreszcie – być może Trocki bardziej od Stalina dążył do wcielenia Polski do ZSRR. Ale w r. 1940 była to groźba nierealna. Realnością był pakt Ribbentrop–Mołotow, do którego by zresztą zapewne nie doszło, gdyby na czele ZSRR stał wówczas nie Stalin, lecz Trocki – Lew Dawidowicz.

Każdy może się przejęzyczyć i dlatego nie trzeba rozdzierać szat, że Jan Klata w wywiadzie z Jackiem Cieślakiem („Plus Minus” z 21–22 II 2009) umieścił Ordona w wierszu Słowackiego. Ale trzeba się dziwić, ze błędu tego nie dostrzegł ani dziennikarz, który wywiad przeprowadzał, ani redaktor, który zakwalifikował go do druku, ani wreszcie korektor.

Andrzej Dobosz w szkicu Jerzy Timoszewicz umieszczonym w tomie Nota dla edytora. Jerzemu Timoszewiczowi (s. 81) z przekąsem („jak był to łaska powiedzieć”) przypisuje Stefanowi Żółkiewskiemu określenie polonistyka od pana Zagłoby. Tymczasem jest to tytuł jednego z rozdziałów w Obrachunkach fredrowskich Boya-Żeleńskiego.

Stefan i Krystyna Chwinowie w Ostatnim wywiadzie (bez podania jego daty) z Janem Błońskim („Europa” z 21–22 II 2009) mylą się, mówiąc o pierwszym występie Błońskiego, Puzyny i Flaszena na zjeździe młodych pisarzy w Nieborowie. Zjazd ten odbył się w r. 1948 i żadna z wymienionych tu osób w nim nie uczestniczyła. Trójka młodych krytyków debiutowała na Zjeździe Kół Polonistycznych w Warszawie w r. 1949. Z kolei mylił się i sam Błoński, opowiadając, że w Toruniu korzystał z francuskiej biblioteki przywiezionej ze Lwowa przez romanistę prof. Górskiego. Romanistą tym był w rzeczywistości Zygmunt Czerny.

Z „Magazynu »Dziennika«” (z 28 II–1 III 2009) dowiedzieć się można, że Mikołaj Grabowski nawołuje: Nie wstydźmy się Polaka w sobie: powiedzmy „sarmatus sum”. Po wielu latach artystycznego obcowania z sarmatyzmem Grabowski nie wie, że łacina nie zna wyrazu „Sarmatus”, tylko „Sarmata”.

Magdalena Micińska w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” (z 7–8 III 2009) chyba idzie za daleko, twierdząc, że w latach 1906–1907 nie było już bojówek, lecz tylko bandy działające w celach rabunkowych. A co w takim razie sądzić o Organizacji Bojowej PPS, kierowanej przez Piłsudskiego? 
W tymże wywiadzie zaskakuje też informacja, że po klęsce powstania listopadowego oskarżano Mickiewicza o zdradę. Kamerzysta o czymś takim nie czytał.

Maciej Urbanowski („Dekada Literacka” 2008, nr 4) jako dowód żywotności tradycji Brzozowskiego w powojennej krytyce literackiej przytacza tytuł eseju Błońskiego o Herbercie Tradycja, ironia i głębsze znaczenie, odwołujący się do tytułu satyrycznego obrazka Scherz, Ironie und tiefere Bedeutung z cyklu Widma moich współczesnych. Ale przecież ten tytuł Brzozowskiego był tylko skróconym powtórzeniem tytułu znanej komedii Christiana Grabbego Scherz, Satire, Ironie und tiefere Bedeutung (1822). 
W tymże artykule Urbanowski przypomina, że Adam Schaff w r. 1950 potraktował Brzozowskiego jako ideologa polskiego faszyzmu. Jak o tym już Kamerzysta pisał, już w 1938 r. Ludwik Fryde, bynajmniej nie komunista, nazwał Brzozowskiego prekursorem polskiego faszyzmu.

W serii „Biblioteka Narodowa” na jej dziewięćdziesięciolecie ukazał się Wybór pism gen. Kazimierza Sosnkowskiego. Czy zasadnie? Sosnkowski był wybitnym wojskowym i politykiem, człowiekiem o wysokiej kulturze humanistycznej (tłumaczył m.in. Baudelaire’a i Goethego), ale czy jego dorobek pisarski (przeważnie przemówienia, rozkazy, polemiki z Andersem i Sosabowskim) należy do najcelniejszych utworów literatury polskiej, jak głosi deklaracja redakcyjna? Nie przesadzajmy.

Myli się Zbigniew Romaszewski („Dziennik” z 2 IV 2009), twierdząc, że w r. 1950 atakowano na zjeździe historyków Historię gospodarczą Polski Wereszyckiego i Kuli. Taka książka w ogóle nie istniała. Ukazała się wówczas oddzielnie Historia gospodarcza Polski w dobie popowstaniowej 1864–1918 (1947) Kuli i Historia polityczna Polski 1864–1918 (1948) Wereszyckiego – i tylko tę ostatnią w Otwocku atakowano.

Prof. Andrzej Nowak („Plus Minus” z 4/5 IV 2009), usprawiedliwiając swego podopiecznego Pawła Zyzaka przed zarzutem, że w książce o Wałęsie podał kilka drastycznych szczegółów z jego młodości, argumentuje, iż są one istotne dla kształtowania osobowości tego polityka i dlatego w naukowej biografice mają rację bytu. Jako przykład podaje niedawny wykład habilitacyjny, którego tematem z woli rady naukowej pewnej poważnej placówki naukowej były ekscesy erotyczne Kazimierza Wielkiego. Prof. Nowak zapomina o tym, że Kazimierz Wielki żył 700 lat temu, a Wałęsa jest osobą żyjącą i ma prawo do ochrony swych dóbr osobistych, m.in. w sferze prywatności, a zwłaszcza intymności. Odnosi się to jednak tylko do tekstów publikowanych, a więc do książki Zyzaka o Wałęsie, ale nie do jego pracy magisterskiej, nieprzeznaczonej do publikacji. 

Piotr Zaremba („Magazyn »Dziennika«” z 4–5 IV 2009) pisze, że na podstawie uchwały o ochronie godności Marszałka Piłsudskiego skazano w latach 30. m.in. pewnego redaktora z Wilna, którego na dokładkę pobito za „oszczerczy” artykuł. W rzeczywistości był to nie „redaktor”, lecz uczony, docent Uniwersytetu Stefana Batorego Stanisław Cywiński, który w swoim artykule nazwał (bez wymieniania nazwiska) „kabotynem” autora porównania Polski z obwarzankiem.

hm




 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas