poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
ZOFIA ILIŃSKA-MOSELEY
The Refugee
DL 1991, nr 18

Zofia Ilińska-Moseley, urodzona w Wilnie, od trzydziestu lat pisze i ogłasza swoje wiersze po angielsku. Jest również tłumaczką poetów anglosaskich, m.in. Geralda Manley Hopkinsa i T.S. Eliota. Prezentowany wiersz pochodzi ze zbioru „Wiersze w zbożu” (OPiM, 1970), a przełożony został z angielskiego przez znaną poetkę, Beatę Obertyńską.


The Refugee

Przyjechałaś tu dwadzieścia lat temu jako „refugee.
Dziś masz brytyjski paszport
I prawo do starczej pensji.
Matkę pochowałaś w Irlandii,
Męża pochowałaś w Polsce, nazywanej Rosją
na najnowszych mapach.
Brat twój osiedlił się ostatecznie w Kanadzie.
Córka w Kornwalii hoduje wieprze
i pisze wiersze w obcym języku.
Synowie na Malajach walczyli z bandytami,
potem była Afryka — potem Kanada.
W listach Ich czytałaś o krokodylach i małpach;
o wielkich nieruchawych słoniach,
turę wśród dzikiej pustki strzegą własnych kłów:
o zimie twardej i głębokiej, o polarnych psach
I o pieśni polarnych psów wieczornej długo i mollowo,
o  mewach i zimorodkach; o bezmiernym oddechu morza, kiedy
idzie
przypływ czy  odpływ — aż od tych wszystkich obcości
Przycichły d w pamięci strumienie własnego dzieciństwa.
Rozumiesz język zięcia i synowych. Oni —
z twego — opanowali już „tak” i „nie”.
Żadne z wnucząt (a jedno jest kaleką)
nie zna twojej rodzimej mowy;
nauczyły się tylko mówić do ciebie „babciu”.
I  to jest jedno z najszczęśliwszych twoich słów.
Czasem śmieszy cię ta mieszanina rodzinna.
Czasem myślisz: „Jakie to wszystko dziwne”.
Czasem nie wiesz  do kogo w jakim mówić języku.
Czasem bierzesz jeszcze de kościoła twój dawny mszał —
ale rzadko i raczej przypadkiem...
Zwierzyłaś się raz komuś że sny twoje mówią już też
po angielsku…
*
Do czterdziestego roku życia
nie przyjmowałaś w domu ludzi rozwiedzionych.
Do czterdziestego roku życia nie znałaś słowa „homoseksualizm”
a przecież cywilizowana i nie nadto osłonięta od życia
szeroko patrzałaś na świat.

Do czterdziestego roku życia nie wiedziałaś co to brak pieniędzy;
potem przyjaciel powiedział „żebracy nie mogą być wybredni”.
Nigdy nie opuściłaś niedzielnej mszy.
Nigdy nie byłaś u psychiatry...
Nigdy nie powiedziałaś i nie pomyślałaś nigdy
że cię coś „nic nie obchodzi”.
Nie pozwalałaś cierpieniu zamienić się w obsesję.
Za zło największe uważałaś grzech.

Dziś jesteś kobietą starą i bardzo piękną,
silną i pełną pogody,
Żyjesz w zgodzie z żywiołami,
nawykła oswajać obcych, ptaki i wiewiórki,
I tylko czasem — choć nie zdajesz sobie z tego sprawy —
twarz osuwa ci się ku coraz głębszym pokładom smutku.
To zdarza się jednak wtedy tylko
kiedy się brama za dziećmi zamyka,
Albo kiedy przy stole — między daniami — przeciąg
drzwi jakieś w głębi domu zatrzaśnie, i nagle
Nic zupełnie nie ma już do powiedzenia.


 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas